Listy z czasów dynastii Ming




I



"Wkrótce minie trzynaście lat od ucieczki słowika

z cesarskiej klatki. Bogdychan przed nocą pigułki połyka,

popijając krwią krawca, który coś przeskrobał, nieszczęśnik;

opada na poduszki i zaśnie nie wcześniej,

aż słowik nakręcony ukołysze go miarowym śpiewem,

Taką to świętujemy w Krainie Pod Niebem

rocznicę nieparzystą, smutną i nieskładną.

Wygładzające zmarszczki, specjalne zwierciadło

drożeje z roku na rok. Nasz ogródek jest w stadium upadku.

Niebo także pokłute igłami wież, jak łopatki

chorego, który wiecznie odwraca się do nas plecami.

I gdy następcy tronu objaśniam czasami

naturę gwiazd, żarty sobie stroi syn bogdychana.

Ten list pisała tuszem twoja ukochana

Dzika Kaczka na cienkim papierze ryżowym,

na którym wszyscy piszą na cesarskim dworze.

Coraz więcej wokół papieru, za to z ryżem jest coraz gorzej".



II



"Droga długa na tysiąc li zaczyna się od jednego

kroku, głosi przysłowie. Szkoda, że wcale od niego

nie zależą drogi powrotne, które dłuższe są wielokrotnie

niż tysiąc li. Zwłaszcza wtedy, gdy zacząć od zer szeregu.

Jeden czy dwa tysiące — rachunek się opiera

i tak na tym, że droga na zawsze odbiera

to, co bliskie, i nowa zaraza bezsensu ze słowa

przerzuca się na cyfry; szczególnie na zera.

Wiatr niesie nas na Zachód, jak żółte nasiona

z rozłupanego strączka — w stronę, gdzie Mur wzniesiono.

Na jego tle dalekim człowiek jest jak kaleki

nieczytelny hieroglif, litera zgnieciona.

Ruch w jedną stronę z wolna mnie przemienia

w coś na kształt końskiej głowy, wzdłużenia, dążenia.

Siłę, żyjącą w ciele, wyczerpało ocieranie się cieniem

o suche kłosy dzikiego jęczmienia".



Josif Brodski

przekład Stanisław Barańczak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz