H




Ogród schodzi ku morzu. Ogród ubogi, ogród bez kwiatów, ogród

Ślepy. Ze swojej ławki, staruszka w żałobie,

Pożółkłej jak wspomnienia i portrety

Patrzy na oddalające się okręty czasu. Pokrzywa



W wielkiej pustce godzin popołudnia, kosmata i czarna z pragnienia, czuwa.

Jak z głębi serca dnia najbardziej zgubionego z dni

Ptak głuchych okolic ćwierka w spopielałym krzewie.

Jest to straszny spokój ludzi bez miłości. I ja,



Ja także tam jestem, bo oto mój cień. W smutnym,

Nisko leżącym upale, jego pusta głowa

Upadła na łono światła. Ale ja.

Ciało i duch, jestem jak lina



Która dzwoni. Czym jest to, co drga tak we mnie.

O, czym jest to, co drga tak i jęczy we mnie

Jak lina na kołowrocie odpływających żaglowców? Matko



Zbyt mądra, wieczności, daj mi przeżyć mój dzień

I nie nazywaj mnie już Lemuelem; bo tam

W nocy słonecznej, nawołują

Wyspy młodości śpiewające i zamglone. Słodki,



Ciężki, żałobny brzęk os w południe

Leci nisko nad winem i jest gorączka w spojrzeniach

Rosy na moich drogich cienistych pagórkach.

W kościelnym półmroku jeżyny



Schwyciły cień za dziewczęce włosy. Żółta w cieniu

Oddycha z trudem woda pod ciężkim, niskim, niebem niezabudek.

To niebo cierpi również, zranione, jak król świata, w bok,

I z jego drzewnej rany



Spływa napój orzeźwiający serce.

I jest tam ptak z kryształu, który mówi mli słodkim głosem

W somnambulicznym jaśminie dzieciństwa.

Wejdę tam podnosząc łagodnie tęczę



I pójdę prosto ku drzewu, gdzie małżonka wieczna

Czeka w oparach ojczyzny. I w ogniach czasu

Ukażą się archipelagi nagłe, galery dzwoniące —

Cicho, cicho. Wszystkiego tego nie ma już. Wszystkiego tego nie ma już tu, synu mój, Lemuelu.



Głosy, które słyszysz nie pochodzą już z przedmiotów.

Ta, która długo w tobie nieświadomym żyła

Woła ciebie z ogrodu na górze. Z królestwa

Innego słońca. A tu



Jest mądry czterdziesty rok życia, Lemuelu.

Biedny i długi czas.

Woda ciepła i szara.

Ogród spalony.



Oscar V. Milosz

przekład Czesław Miłosz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz