Dochodzimy do kresu owego rojenia,
Że niemożliwe spełni się w naszym wszechświecie
I że po gorszych chwilach lepsze przyjdą przecie,
Że ród się ludzki może rozumem przemieniać.
Już wiemy, że jak w klatce skowronki nie milkną,
Wciąż śpiewają, nie pragnąc się nawet wyzwolić
Zza prętów karawanu dożywotniej doli,
Tak się i my marzeniem upijamy tylko.
I że skoro narody kopytami koni
Deptały pola obcych broczące w agonii,
Mogą to samo zrobić jeszcze w innym czasie,
Nie z zamysłu ni nawet, że tak im jest miło,
Lecz połechtane jakąś demoniczną siłą.
Tak, do kresu snów swoich dochodzimy właśnie.
Thomas Hardy
przekład Zygmunt Kubiak

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz