Do Ninon




                                                   Edmund Tarbell, Mrs. Lawrence



Gdybym ci jednak wyznał, że cię kocham, pani,

Kto wie, piękna brunetko, co byś powiedziała?

Miłość swoje ofiary bezlitośnie rani;

Ty o tym wiesz, z pewnością masz współczucie dla nich —

A przecież może za to byś mnie ukarała?



Gdybym ci rzekł, żem, milcząc przez te sześć miesięcy,

Krył w sobie niedorzeczną mękę i tęsknotę —

Ninon, jesteś subtelna, nie trzeba ci więcej,

By zgadywać jak wróżka z książeczki dziecięcej —

Może odpowiedziałabyś mi: "Tak, wiem o tem".



Gdybym ci opowiedział o mym słodkim szale,

Że jak cień twej postaci do ciebie należę —

Wiesz, że z minką wątpiącą, zaprawioną żalem,

Jesteś jeszcze ładniejsza, wiesz to doskonale —

Może byś powiedziała: "Ja temu nie wierzę".



Gdybym ci rzekł, że w sercu pełnym upojenia

Z naszych wieczornych rozmów, z mglistych wypowiedzi

Unoszę każde słówko — Wiesz, jak gniew przemienia

Dwoje błękitnych oczu w dwa groźne płomienie —

Może byś zabroniła mi dalszych odwiedzin.



Gdybym ci rzekł, że dla mnie co noc męka nowa,

Że co dzień szepcę modły i płaczem im wtórzę —

Ninon, kiedy się śmiejesz, wiesz, jaki masz powab,

Wiesz, że pszczoła twe usta wziąć za kwiat gotowa —

Może byś roześmiała się z moich wynurzeń.



Ale nic się nie dowiesz. Przychodzę i z cicha

Siadam w kręgu twej lampy, rozmowa się toczy;

Słyszę twój głos i twoim powietrzem oddycham;

Możesz wątpić, zgadywać, uśmiechem odpychać —

Nigdy mnie nie przestaną urzekać twe oczy.



Zrywam tajemne kwiaty, by cię mieć wciąż bliżej:

Słucham, kiedy na białych klawiszach pianina

Śpiewają twoje dłonie powiewne i chyże,

A wieczorem w radosnym naszych walców wirze

Czuję cię w mych ramionach gnącą się jak trzcina.



Nocą, gdy nas rozdziela świat, ledwo za progiem

Znajdę się swego domu — w radosnej potrzebie

Chciwie pieszczę tysiączne wspomnienia tak drogie

I jak skarbiec — zazdrośnie, samotny przed Bogiem

Otwieram moje serce, serce pełne ciebie.



Kocham — a w obojętnej ukrywam rozmowie

Swą miłość: ja jeden znam jej smętne losy...

Drogi mi jest ten sekret, nikt się go nie dowie,

Kochać cię bez nadziei poprzysiągłem sobie...

Tak, ale nie bez szczęścia; widzę cię — to dosyć.



Nie, snadź mi nie sądzone to szczęście bez granic:

Żyć w twych ramionach, umrzeć u twych stóp... Zbyt śmiała

To myśl! Niestety, wszystko w krąg trzeźwiąco działa...

Gdybym ci jednak wyznał, że cię kocham, pani,

Kto wie, piękna brunetko, co byś powiedziała?



Alfred de Musset

przekład Gabriel Karski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz