Dotknąć ciała ludzkiego
to dotykać nieba
Novalis
Gdy wpatruję się w płynną linię twego ciała,
jak w rzekę, która nigdy nie ustanie w biegu,
jak w lustro jasne, gdzie śpiewają ptaki,
gdzie rozkoszą jest odczuć, że świt się przybliża,
Gdy patrzę w twoje oczy, bezdenna jest śmierć,
lub stamtąd dopiero wezwało mnie życie,
śpiew głębin, które zaledwie przeczuwam.
Gdy widzę twoją postać, twe pogodne czoło,
świetlisty kamień, z którego krzeszę pocałunki,
on jest jak skały, od których odbija się słońce,
lecz w nich nie zatonie.
Gdy wargami oswajam tę kruchą muzykę,
te odgłosy czegoś, co zawsze jest młode,
upał ziemi co śpiewa wśród zieleni,
ciało, które wilgotne, musi się rozprysnąć,
jak szczęśliwa miłość, grająca w chowanego by znów się ujawnić.
Czuję jak świat wiruje pod mymi stopami
z właściwym sobie darem bycia gwiazdą o poranku,
co nawet morza nie chce, by w nim się podwoić.
Wszystko jest niespodzianką. Świat cały w rozbłyskach,
czuje, że morze nagle drży z zimna nagości,
że jego chciwe wnętrze już drąży gorączka
i błaga bodaj o muśnięcie światła.
Stwarzanie iskry miota. Błogość wyjednana
przesila się jak rozkosz, co nigdy nie sięgnie spełnienia,
jak nieoczekiwane wzburzenie miłości,
której wiatr się zaciska na czołach najbardziej bezbronnych.
Patrzeć na twoje ciało i w jego blasku nie zapalać światła,
być blisko tej muzyki, co współbrzmi z ptakami,
z czystością wód, z lasami, z tym cielesnym pulsem
pełni, której smak teraz poznałem na wargach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz