Czarodziejstwo




Wiotki księżyc, w sukienkę z bladosrebrnych tkanin

Ustrojony, rozlewa swój blask uroczysty

Na marmurową ziemię, gdzie majaczył mglisty

Cień, chustą z pereł lśniących powiewając za nim.



Na jedwabne łabędzie, gdy nadwodne trzciny

Puchem piór gładkich muska pierś ich współświecąca,

Płatki ze śnieżnej róży otrząsa bez końca,

Płatki tworzące koła na lustrze głębiny.



Czy to jest — żyć?... O bladej rozkoszy pustynio,

W której fal już stygnących plusk łagodny ginie,

Tłumiąc ech kryształowych sekretne poczęcia...



Dreszcz nagle przez róż miękkość przenika do ciała,

Gdy — jak diament, co kruszy się na dźwięk zaklęcia —

Z pierwszym pasmem słonecznym bajka pryska cała.




przekład Roman Kołoniecki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz