Zaciągnijcie na oknie niebieską zasłonę,
Siostro, leki stąd weź, niepotrzebne mi są.
Wiara, Miłość, Nadzieja — poznaję, to one,
Moje trzy wierzycielki odwiedzić mnie chcą.
Krótki pobyt na ziemi opłacić przystoi,
Ale pustą sakiewkę dziś mam, jak na złość...
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, o Wiaro ty moja,
Pewnie jeszcze dłużników zostało ci dość.
Resztką sił się obrócę do drugiej z kolei,
By w ramionach jej ukryć skruszoną swą twarz:
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, o matko Nadziejo,
Niejednego wszak syna na ziemi tu masz!
A gdy usta przycisnę do dłoni tej trzeciej,
Słyszę, jaką czułością głos cichy jej drga:
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, ja sama się przecież
Zamiast ciebie musiałam roztrwonić do cna.
Czyjekolwiek cię w życiu ramiona tuliły,
Jakikolwiek nieziemski ogarnąłby żar,
Dług twój ludzkie oszczerstwa w trójnasób spłaciły,
Więc oczyszczam cię z win i uwalniam od kar.
Leżę czysty jak łza w pierwszym świtu przypływie,
Biała flaga pościeli powita mdły brzask.
Trzy sędziny, trzy matki, trzy siostry cierpliwe
Otwierają mi kredyt ostatni już raz.
Bułat Okudżawa
przekład Jerzy Czech
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz