Jodły wysokie brzozy wysokie
ponad młodością requiem zielone
trawy łagodne jak dłonie matki
która nie wróci już żadnym pociągiem
wrzosy do warg milczących przywarte
przebaczenie wasze przedwczesne.
Pachnące niby dawno zblakłe włosy
półdziecinnej miłości w których świat
lśnił jak związana w kokardę wstążka
wasza litość nie powstrzyma płaczu
co chwieje sercem jak sosną
wydrążoną przez kornika czasu.
W tym ciemnym lesie słoneczna polana
jest jak młodość nic nie wiedząca
opadająca ufnie ze stoku
w kraj gdzie wszyscy odchodzą wolno
wsłuchani w szyfr słabnących kroków
wpatrzeni we wskazówki zegarów.
Odchodzą milcząc zapominając
że ktoś jeszcze rysuje ich twarze
w okrutnym powietrzu późnych lat
i przytula gałązkę wrzosu
do warg co zapomnieć nie mogą
swą miłość za późną wyznając jak grzech.
Zbigniew Dolecki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz