Odnawia noc swe znaki i oddechy,
I wonie plotą się jak muszki koło bzu.
Z ogrodu blask księżyca, krzyk uciechy
Rozpruwa złe opony snu.
Budzimy się i ciągle w nim szukamy:
pod wiązem pocałunków w noc ulewną szmer,
literę pierwszą naszej monodramy
epilog z tylu cyfr, tylu zer.
Od dawna zrosły się obojgu nam w eterze,
odnawiać nam nie trzeba krwi ni słów,
ta sama krew wyprawia w nas brewerie,
to samo słowo zagraża nam ze snów.
Pójdziemy wróżyć je nad ołowiane stawy,
gdzie pod rokitą palą się świetlików wsie,
z zieleni wabią się i lamentują pawie,
i ciemno, że ni ja ni ty nie widzisz mnie.
Więc splećmy nasze stare suche palce,
utrwali się gorący uścisk rąk.
Odeszły w echa ech uroczne walce,
zza kulis bije gong.
Nevri, 1959
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz