Proust








W półmroku sennej lampy jakieś dziwne cienie,

Zapach lekarstw duszący, twarz blada jak chusta.

To nic. To tylko zwykłe ostatnie zdarzenie,

I trudno, by dziwiło Marcelego Prousta.



Jak słońce, gasnąc w pysznych promieni efekcie,

Zachodzić się nie wzbrania i świecić nie żąda,

Tak on powoli opis poprawia w korekcie

Tej śmierci, którą widzi i wie jak wygląda.



To nic. I może jutro siądą po wieczerzy

I książkę tę czytając ciszą nocnych godzin

Poczują nagle ciepło jak szczęście narodzin.

Albo wierzy się w życie, albo w śmierć się wierzy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz