Rano w dzień twoich urodzin
poszedłem do perfumerii za rogiem,
żeby wybrać dla ciebie ten flakon.
Dziewczyna w sukni na ramiączkach
spytała sennie, w czym może pomóc,
a potem powiodła mnie
między zapach wiciokrzewu i lawendy.
W jasnym świetle widziałem
jej aksamitne łydki,
grę mięśni pod skórą pleców.
Miała miękki głos,
a w jej ustach była obietnica
dziewięciu słońc.
Gdy zapłaciłem, wydała mi resztę
delikatnie muskając paznokciami
moją dłoń i nadgarstek.
Będę cię kochał zawsze.
Tivoli, 2000
Paweł Marcinkiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz