Siena
Góry po rozstąpieniu skłoniły się nisko,
bo nagle je zdumiały dwa podobne błękity,
i mgły się pomieszały —
te od gór idące
z mgielnym błękitem, oddechem morza.
I oto w przeraźliwym zwiastowaniu blasków
wystrzeliły promienie jedną wiązką
niby z dłoni Eljasza, kiedy trzyma cugle
rydwanu, który wybiegł na obłoki:
żółtoróżowość górą, dołem żółtozieleń,
wtajemniczenie doświadczonej gleby,
kształtowanie powietrza przez codzienność wcieleń,
gdy ożywia się nocy niebyt.
Góry po rozstąpieniu wessały poświatę,
odsłoniły zmarłej ziemi żebra:
jak pierwszy człowiek wstaje i dziwi się światu
czarno-biała sieneńska katedra.
I już widomie się udziela
pamięć tych czasów polom,
gdy czwórką koni budził grom stworzenia Eljasz,
tutaj zwany — Apollo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz