Loreley




                                                         James Christensen, Loreley



W Bacharach czarownica była jasnowłosa

Co wszystkim dookoła śmierć z miłości niosła



Kiedy biskup ją kazał przywlec przed swój sąd

Dla przyczyny piękności uniewinnił ją



O piękna Loreley w której oczach klejnoty jaśnieją

Jakim gusła zawdzięczasz swoje czarodziejom



Jestem zmęczona życiem i moje oczy są przeklęte

Tych którzy w nie spojrzeli biskupie śmierć chwyciła w pęta



Moje oczy to są ognie nie drogie kamienie

Rzućcie rzućcie to czarnoksięstwo w prawdziwe płomienie



Sam płonę w twych płomieniach o piękna Loreley

Niechaj inny cię skaże Zaczarowałaś mnie



Biskupie ty się śmiejesz Poleć mię Dziewicy

Pozwól mi umrzeć i niech Bóg cię łaską zaszczyca



Mój kochanek do dalekich krajów wyruszył

Już nic nie kocham Pozwól mi umrzeć



Moje serce tak boli będzie lepiej gdy skonam

Jeśli na siebie spojrzę to na pewno skonam



Moje serce tak boli od kiedy nie wrócił

Moje serce tak boli od dnia gdy mnie porzucił



Biskup wezwał rycerzy trzech w kopie uzbrojonych

Prowadźcie do klasztoru kobietę szaloną



Idź Loro wariatko idź z okiem biegającym Loro

Będziesz mniszką na czarno i biało cię ubiorą



Potem się oddalili we czworo po drodze

Lora ich błaga jak gwiazdy jej oczy migocą



Rycerze pozwólcie mi wspiąć się na tę skałę wysoką

Żeby mogło raz jeszcze piękny mój zamek ogarnąć oko



Żebym raz jeszcze mogła rzekę swą okiem przemierzyć

Potem pójdę do klasztoru dla wdów i dla dziewic



Wysoko wiatr jej włosy poszarpane wieje

Rycerze krzyczeli Loreley Loreley



Tam na Renie łódeczka zbliża się nieduża

Mój kochanek jest na niej przywołuje ujrzał



Mój kochanek nadchodzi już sercem nie władam

Przechyliła się z brzegu i do Renu wpada



Bo w wodzie zobaczyła piękną Loreley

Włosy koloru słońca jej oczy jak Ren




przekład Jerzy Zagórski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz