Róża




Róża zerwana nie wiem przez kogo

Spadła do moich nóg. Był wieczór,

Błękit uchodził śpiesznie przed oddechem nocy

I wszystko było tu nierzeczywiste,

Tylko prawdziwa była róża.



Nie śmiałem jej podnieść z ziemi,

Stałem przykuty do miejsca,

Które było wieczorem w ogrodzie

I wieczorem, i ogrodem we mnie.



Zapach krążył nad nią niewidzialny

I nie do wyrażenia jak cisza.



Ten zapach był tak świeży,

Jak w pewien wieczór przed — wśród lata —

Nie mam w dłoniach, na wargach nic

Prócz powietrza (ono drży jeszcze

Po zapachu róży darowanej przez tamtą różę).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz