Dawniej mi się zdawało, żem z mroków chaosu
Wybiegł w świat — niepochwytny i wolny od losu.
Że najtrwalszy ze wszystkich przywidzeń i dziwot —
Sam o sobie śnię powieść — sam klecę mój żywot.
Że powoli, niechętnie i niepostrzeżenie
W złych snach mi się z dnia na dzień — ciuła przeznaczenie.
I że musi upłynąć bardzo dużo czasu,
Nim mrok pozna mnie w kwiatach lub stwierdzi sród lasu...
Dziś wiem, że w zło się trzeba, jak w szelest, zasłuchać —
Że je łatwiej wykrwawić, niźli udobruchać.
Mgła mi z ręki wróżyła... Pamiętam szept cienia...
Nim cios we mnie uderzył — wprzód zbrakło zbawienia.
A gdym wołał o pomoc — tak nagle się stało,
Jakbym najpierw miał ranę, a później — to ciało...
Bo między mną a klęską — żaden czas nie płynął —
I nie było tych godzin, gdym jeszcze nie zginął...
Bolesław Leśmian
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz